| Wpisany przez M & S po trochu | ||||
| Piątek, 09 Styczeń 2009 21:30 | ||||
EpidavrosEpidavros to w zasadzie trzy ciekawe miejsca: Palea Epidavros (tu są kempingi, półwysep z małym teatrem, bulwar i plaża), Nea Epidavros (znajduje się w górach po drugiej stronie szosy) i Archeia Epidavros (czyli cały kompleks archeologiczny ze starożytnym teatrem). Kemping w Palea Epidavros (gdybym musiała wybierać, chyba najfajniejszy z odwiedzonych), nazywał się Nicolas (też z sieci Sunshine). Pole w sadzie pomarańczowym. Przy recepcji sklepik z dobrym zaopatrzeniem (podstawowe artykuły spożywcze i napoje z lodówki), restauracja za płotem (inne w miasteczku pół kilometra piechotką). I najfajniejsze: zatoczka z nabrzeżem wysadzonym palmami oraz trawiasty ogródek pomarańczowy. Ogródek przydawał się do poleżenia przed lub po pływaniu, do konsumpcji różnorakich posiłków, generalnie do leniuchowania. Zatoczka natomiast przydawała się o każdej porze dnia i nocy. Do pływania (aczkolwiek pod wodą raczej niewiele ciekawego w porównaniu z rafą egipską), do podziwiania o wschodach i zachodach słońca (podziwianie połączone z zajadaniem "spadniętych" z drzew pomarańczy, które były tam wyjątkowo soczyste i słodkie), do fotografowania z każdej strony, do spacerów wzdłuż brzegu. Palmy na nabrzeżu były fajne, bo grube:)) Za to jak chcieliśmy powtórzyć zdjęcia niezbyt ostrych bananów to jakaś "świnia" wyżarła je w nocy urywając przy okazji całą gałąź. Obok kempingu fajne studia do wynajęcia. Wyglądają mocno komfortowo, z basenami, nie pytałam o cenę, ale pewnie drogo. Spacer wzdłuż zatoczki (w lewo): krzaczory straszne, ale za to fajne skałki. Można zaobserwować wędkarzy i znane wcześniej meduzy kryjące się w ich cieniu. Skakać nie polecam bo woda wokół płytka. O poranku na plaży można spotkać kraby. Drugie najlepsze jedzenie to w mieście, w tej knajpce na zdjęciu (kalmary, pieczona feta, taramosalata, małe rybki), a trzecie w porcie, na końcu pasażu, od strony półwyspu - tawerna z niebieskim (morskim) wystrojem. W tej dostaliśmy pyszną jagnięcinę, której nie było w menu, dlatego udając się tam warto zapytać, co aktualnie poleca szef kuchni. Nea Epidavros to kolejne odkrycie w poszukiwaniu bankomatu. Tym razem rewelacyjne. Najpierw część "nadwodna": puściutka plaża, mały porcik, posesje mieszkańców jakby opuszczone, pomarańcze, których nikt nie zbiera. Po drugiej stronie ulicy (pod górkę) miasteczko. Jakby wymarłe, jedyne co się ruszało to koty, raz pogłaskane gotowe były towarzyszyć nam gdziekolwiek. Z mieszkańców widziałam tylko babcię na progu domu chętnie pozującą do zdjęcia i mężczyznę na balkonie kamienicy w ruinie (balkon ledwo trzymał się na swoim miejscu, drewniany, od zewnątrz osłonięty porwaną folią). Ciekawe, że nie widać tam było żadnego turysty. Na szczycie miasteczka są nawet zabytkowe ruiny zamku w gąszczu moich ulubionych opuncji. Podobało mi się w Epidavros. I już wiem, że na wakacje warto zabierać sukienki:)) Nafplio i Mykeny Do Nafplio pojechaliśmy przy okazj. Pierwotnie w planie było zwiedzanie Myken, a Nafplio było po drodze. Potem okazało się, że Nafplio stało się głównym punktem programu, a to dlatego, że jest naprawdę piękne. Nad miastem górują malownicze twierdze "zamku" Palamides. W istocie nie jest to zamek tylko kompleks umocnień zbudowany w czasach okupacji weneckiej 1686-1715. Do zamku można podjechać od tyłu lub wejść po około 900 stopniach od strony starego miasta. Z góry roztacza się niesamowity widok na całą Argolidę. Oprócz zamku w Nafplio jest piękne stare miasto o tarasowej zabudowie, park w środku miasta ze starym dworcem i lokomotywą, fort Bourtzi po środku zatoki (do zwiedzenia za 4euro) i nadmorski bulwar prowadzący do plaży. Plaża w Nafplio to nic nadzwyczajnego - mała, wybetonowana i kamienista. Jest gdzieś jeszcze lew wykuty w skale, ale nie udalo sie nam go zlokalizować. Nafplio miało być tylko przejazdem, ale tak się nam spodobało, że postanowiliśmy zatrzymać się tam na jedną noc. Stare miasto jest pełne knajpek, małych hoteli i pensjonatów. Nocleg w pensjonacie z widokiem na zatokę kosztuje 60euro w sezonie, a nam we wrześniu udało się przenocować za 35euro. Poszukiwanie noclegu zaowocowało śmieszną sytuacją. Wjechaliśmy sobie na sam koniec starego miasta na placyk otoczony pensjonatami i poszedłem pytać o pokój. Zadzwoniłem do pierwszego z brzegu, wyszła pani, z którą trochę po angielsku, a trochę po grecku ustaliłem, że szukam pokoju. Zapytałem jaka cena i czy możemy obejrzeć. Pani zaprowadziła nas do pokoju, a ja zapytałem Małgosię "To jak?.. bierzemy za 40euro?". Na to pani, z która od piętnastu minut porozumiewalem się po grecku i angielsku odezwała się - "Jasne, że bierzcie!! Naprawdę warto!". To wytargowaliśmy jeszcze 5euro mniej i zostaliśmy. Okazało się, że sympatyczna pani w wieku lekko przedemerytalnym, 7 lat temu opuściła nasz piękny kraj (z powodu braku pracy i rodzinnych problemów) i teraz pracuje sobie w pensjonacie w całkiem fajnym miejscu. Ma dom pod Argos, wynajete mieszkanie w Nafplio i całkiem chwali sobie obecne życie. Pozdrawiamy panią serdecznie:)) Na to piekne miasteczko warto poświęcić cały dzień (z noclegiem), żeby zdążyć zwiedzić wszystko: zamek, bulwar, plaża, stare miasto, knajpki. A jak bardzo sie spodoba to z pewnoscią można i dłużej. W naszych planach mieliśmy Mykeny, które wszak były głównym celem naszej wycieczki, gdy pierwszy raz odwiedzaliśmy Nafplio. Ale w zasadzie o czym tu wspominać? Mykeny, to jedno z najbardziej popularnych turystycznie miejsc. Mnóstwo autokarów, górka ruin antycznych (a właściwie nie ruin tylko kamieni), lwia brama i grób Agamemnona. Jakoś może wyobraźnia marna, ale chodząc po wzgórzu mykeńskim nie odczuwałem jakichś nadzwyczajnych wzruszeń... chociaż pewnie powinienem, gdyż tam właśnie żył Menelaos, Helena trojańska, Agamemnon. No cóż kupa gruzów. Może byłoby inaczej gdyby czlowiek był tam bardziej sam, ale niestety tłum przewalających się turystów trochę psuje wrażenia i nie pozwala wczuć się w klimat. Za to turyści zdarzali się niesamowici. Poniżej zdjęcia trojga najbardziej charakterystycznych :) Turysta amerykański nawet nie pofatygował się na wzgórze mykeńskie. Jemu wystarczało oglądanie przez lornetkę i robienie zdjęć mega-zoomem. No bo właściwie po co się ruszać; kamienie takie same jak wszędzie, a jeszcze niechcący trochę tłuszczu by sie spaliło:)) Turyści z WNP (licho wie z którego kraju) biegali ambitnie po wszystkich kamieniach i wspólnie robili zdjęcia - on starą Smieną, ona miała cyfrówkę. Wyglądali przesympatycznie :) Według mnie to byli z Azerbejdżanu (M). Aha, i jeszcze była jedna fajna pani w piżamce w żyrafkę, tzn, w takiej trochę dłuższej koszulce bawełnianej, którą stosuje się do spania. Niestety na zdjęciach jest gdzieś tylko z tyłu. Kolejna zaleta nie uczestniczenia w wycieczkach autokarowych: w tzw. skarbcu mogliśmy poświęcić trochę czasu na przeczekanie rzeszy turystów z przewodnikami i zrobić zdjęcia, jak już nikogo nie było.
Komentarze (0) |
||||
| Zmieniony: Poniedziałek, 06 Lipiec 2009 18:17 |

