Home Nasze podróże Grecja TurboDymo.... Santorini!!!

Tagi

TurboDymo.... Santorini!!! PDF Drukuj Email
Wpisany przez M&S po trochu   
Czwartek, 22 Październik 2009 16:04

Po kilkunastu fajnych dniach trzeba się było pożegnać z Kretą. W Iraklionie wjechaliśmy więc na  prom Preveli i ruszyliśmy w ostatni przed powrotem do Polski etapik podróży, czyli na Santorini.

Santorini to chyba najbardziej znana z Cyklad. Sławę swą zawdzięcza niesamowitym widokom oraz faktowi, że niegdyś (jakieś 3500 lat temu) doprowadziła do zagłady cywilizacji minojskiej. Właśnie wtedy ok. 3/4 wyspy wyleciało w powietrze w wyniku wybuchu znajdującego się pod wyspą wulkanu. Teraz w miejscu dawnego środka wyspy znajduje się zatoka z nowym stożkiem wulkanicznym a resztki wyspy tworzą otaczającą zatokę tzw. kalderę składająca się z głównej wyspy o nazwie (oczywiście) Santorini oraz Thirassii, nagiej spalonej i prawie bezludnej wysepki.

Thumbnail  Thumbnail

Santorini jest jednym z tych miejsc w Grecji, które znajdują się w programie wycieczek japońskich i amerykańskich jako obowiązkowy punkt programu zwiedzania Europy w tydzień. Dlatego panuje tu nieustające oblężenie jakie trudno uświadczyć nawet w tak ważnych miejscach jak Akropol w Atenach. Porównać to można jedynie z tłokiem panującym pod piramidami w Egipcie. Codziennie do zatoki wpływa minimum jeden cruiser z kilkoma tysiącami ludków na pokładzie. Całe to towarzystwo następnie pojawia się w Thirze i zapełnia wąskie uliczki, w których na przemian znajdują się sklepy jubilerskie, sklepy z pamiątkami i tawerny. Wieczorem towarzystwo jest pakowane do kilkudziesięciu autobusów i zawożone do Oia celem obejrzenia "najpiękniejszego zachodu słońca na świecie". Zachód owszem jest piękny ale ciekawsze od samego zachodu jest obserwowanie dzikiego tłumu podlegającego jakiemuś niesamowitemu owczemu pędowi aby "zaliczyć" kolejną słynną atrakcję turystyczną... no cóż, sami temu ulegliśmy jadąc do Oia wieczorem :))

Thumbnail  Thumbnail

Ale po kolei.. prom dopływa do Santorini od południowego zachodu mijając cypel z latarnią morską w Akrotiri i klif ze skałą o twarzy Indianina po czym wpływa do zatoki. Z tego miejsca wyspa wygląda jak łańcuch górski wyrastający prosto z morza, pokryty na szczycie śniegiem. Śnieg okazuje się potem być białymi zabudowaniami miast Thira po środku i Oia na końcu. Promy zwykle przybijają do nowego portu Athinos, z którego pod górkę prowadzi niesamowita serpentynowa droga. Już w porcie można bez problemu wypożyczyć autko lub inny pojazd a także znaleźć sobie miejsce do spania. My oczywiście tego nie potrzebowaliśmy więc ruszyliśmy szybko erowozem pod górkę aby jak najszybciej odnaleźć kemping i móc rozpocząć zwiedzanie. Kemping o nazwie (a jakże) Santorini znaleźliśmy bez problemu całkiem niedaleko od centrum Thiry. Kemping dość przyzwoity z basenem i tawerną. Jedyne wady to brak prądu w części dla namiotów i brak możliwości wjechania samochodem. Dla podróżujących bez namiotu warto dodać, że można tu wynająć małe pokoiki w bungalowach po cenach niższych niż w normalnych hotelach, a w sezonie mają też jakieś takie śmieszne konstrukcje namiotowe z prawdziwym łóżkiem w środku dla dwóch lub czterech osób. Szczegóły znajdziecie na ich stronie Camping Santorini.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy oczywiście od Thiry, w której bądź co bądź właśnie zamieszkaliśmy. Weszliśmy w wąskie uliczki miasteczka i dotarliśmy do krawędzi kaldery gdzie napotkaliśmy drogowskaz do starego portu. Z góry droga wyglądała atrakcyjnie obiecując ciekawe widoki, no i któż nie chciałby zobaczyć starego portu. Zaraz przy wejściu na drogę natknęliśmy się na greckich dziadków oferujących nam osła za 4euro od osoby. Nastawieni jednakowoż na robienie zdjęć i podziwianie widoków olaliśmy te propozycje... w końcu po grzyba zjeżdżać na dół na ośle?? Poszliśmy więc w dół oślą drogą do starego portu... na samym początku jeszcze nam się to podobało, minęliśmy całe stado osłów z zapałem robiąc im fotki. Potem, mimo, ze było z górki podobało się coraz mniej. Trasa wybitnie dla osłów. Śliska kostka brukowa, zasrana dokumentnie oślim gównem i palące słońce. Gdy zawiewał wiatr wysuszone ośle łajno właziło do nosa, gardła i wszędzie. Osły a właściwie muły, potrafiły narobić nawet na barierkę. Na samym dole trzeba się było przecisnąć przez kolejne stado osłów, które będąc upartymi, wcale nie zamierzały ustąpić z drogi. Stary port to nabrzeże i dwie tawerny oraz sklep wolnocłowy wyłącznie dla turystów przypływających cruiserami. Jednym słowem porażka zupełna. Jedyny powód jaki można mieć aby tam schodzić to fakt, ze właśnie tam odpływają stateczki z wycieczkami fakultatywnymi. Inaczej naprawdę nie ma sensu. Dla kogoś kto nie lubi oślego smrodku zbudowano tam kolej linową, którą przejazd kosztuje 5 euro, czyli tylko 1 euro drożej niż jazda osłem.

Thumbnail  Thumbnail

Generalnie, najlepsza opcja przebywania na Santorini to przemieszczanie się w miejsca inne, niż akurat oblężone przez stonkę z cruiserów. Jak przypływają do portu, proponuję pojechać sobie do Akrotiri; latarnia, ciekawe skałki, z punktu widokowego można spróbować zrobić panoramę. Potem jeszcze zrobić zdjęcia Indianina i ruszać dalej. Następne ciekawe miejsce to Pyrgos. Przy odrobinie szczęścia można się minąć z autokarami, ale jak nawet jeden przyjedzie to też nie dramat. Ciekawe miejsce zdjęciowe, malownicze położenie, ciekawa architektura, warto przejść przez miasteczko delektując się każdym małym widoczkiem.. marmurowej płaskorzeźby, podwórka, ogródka, wystawy sklepowej, schodków, drewnianych drzwi...i oczywiście spacerujących po uliczkach kotów.

Jeśli chodzi o jedzenie, to warto się zatrzymać w którejś z tawern przed Akrotiri. Jedzenie dużo lepsze niż tam gdzie tłumek turystów z cruiserow, ceny też przyzwoite. Czasem trudno dogadać się po angielsku, dlatego warto wiedzieć chociaż trochę po grecku, na co mamy ochotę.

Przekąpać można się w Kamarii. Dobry dojazd do plaży, nie ma zbytniego tłoku, skałki i ciekawe towarzystwo na plaży:) Plaża jednakowoż nie należy do nadzwyczajnych, jest czarna i kamienista.Widzieliśmy w Grecji zdecydowanie lepsze.

Thumbnail Thumbnail

Do Oia warto pojechać w dzień. Zachód słońca jak nadmieniono powyżej ściąga straszne tłumy, wtedy uliczki nie są zatłoczone. Za dnia jednak można spokojnie pospacerować, zrobić zdjęcia i wypić kawę tam gdzie ma się ochotę, a nie tam gdzie ewentualnie zostało pół wolnego miejsca. Sklepy z pamiątkami jak zwykle w Grecji... ale jakieś takie bardziej galeryjne. Dla tych, którzy mają dużo kasy na zbyciu, myślę, że niezłe miejsce do wyszukiwania ciekawostek. W drodze powrotnej, jeśli ktoś głodny, polecamy tawernę Delfin. Też nie bardzo po angielsku ale za to rodzinnie i po grecku. Żeby tam trafić trzeba pojechać drogą wzdłuż wybrzeża a nie przez góry. Tawerna znajduje się tuż obok małego portu. Tu nie trafiają autokary z turystami.

Na Santorini można sobie poużywać z obserwacjami socjologicznymi. Jak dla mnie ciekawostek było kilka. Po pierwsze towarzystwo na promie.. wielka różnorodność przyczyn przemieszczania się w tamtym kierunku. Na kempingu spodobała mi się rodzinka z dzieckiem poniżej 12-cy i codzienny rytuał oglądania z rana osiołków, które najlepiej było widać na rękach u rodzica prawie przy wejściu do naszego namiotu. Słynny zachód słońca to oczywiście coś pięknego, proponuję popatrzeć w przeciwną stronę, na oblężenie murków, kafejek i wszelkiej możliwej przestrzeni... A najciekawsze to czasem podsłuchać polskich rozmówek. Szła sobie taka grupka prawdopodobnie ze statku do hotelu. Najpierw facet, potem wózek z mniej więcej rocznym dzieckiem pchamy przez zaaferowaną kobietę i tekst" kochanie, mówiliśmy, że jak znajdziemy takie miejsce na świecie to weźmiemy ślub... no i znaleźliśmy!!!". Z miny faceta raczej entuzjazm nie wyzierał. Pewnie zapomniał co obiecywał. a zresztą po cholerę komu ślub!!!

Thumbnail  Thumbnail

Ale gdybym miała spędzić na Santorini 2 tygodnie to nie wiem. Chyba, że ktoś zasiliłby mocno moje konto. w sklepach z biżuterią jest naprawdę w czym wybierać no i dla bogatych są całkiem fajne kwatery w Oia. Za ok. 140 euro za dzień można sobie zamieszkać w mieszkalnych jaskiniach na krawędzi kaldery.

Generalnie Santorini to miejsce które trzeba zobaczyć podobnie jak Akropol czy piramidy egipskie. Czy warto tam wracać??... naszym zdaniem nie koniecznie ale niech to każdy sam oceni. Widoki są niesamowite ale klimat mocno komercyjny. Cała wyspa to coś jakby wielka dekoracja filmowa spreparowana na potrzeby amerykańskich i japońskich turystów... piękna ale bardzo sztuczna i droga, ceny na Santorini to przeciętnie półtora raza więcej niż w Atenach.

 

ERRATA... by Simon.

Santorini jest w stanie zawstydzić TurboDymoMana.... zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Z jednej strony niesamowite widoki. Z drugiej totalna komercjalizacja wszystkiego co miałoby lub powinno kojarzyć się z Grecją i Santorini w szczególności.

Długo zastanawiałem się jak zakwalifikować Santorini. Moje pierwsze pomysły to Disneyland albo Hollywood ale.. nie, Disneyland byłby drobną przesadą. Hollywood pasował mi trochę bardziej w sensie takim, że Santorini to coś w rodzaju atrapy filmowej dla turystów. No ale tak do końca to atrapa nie jest. Jest to maksymalnie skomercjalizowany folklor. W końcu... EUREKA!!!.... już wiem do czego porównać Santorini!!!! To idealny przykład ZASIEDMIOGÓROGRODU ze Shreka!!! Otóż Santorini jest właśnie mniej więcej taką karykaturą Grecji jak Zasiedmiogórogród jest karykaturą Hollywood (MOIM ZDANIEM!!!).

Chciałbym zobaczyć Zasiedmiogórogrod gdyby istniał i uważam, że Santorini również zobaczyć trzeba. Ale jakoś nie mam ochoty więcej tam wracać.

 

Komentarze (4)
Share
Zmieniony: Czwartek, 05 Listopad 2009 20:21
 
M & S, Powered by Joomla!;

\
linki darmowe ogłoszenia w internecie, wszystkie kategorie | Czartery jachtów | tanie linie lotnicze | Limos warsaw