|
Wróciliśmy z Grecji wczoraj. Ciekawa byłam opinii o Santorini. Nasze w skrócie są następujące. Zdjęcia wyszły ładnie, nie da się ukryć. Za to uczucia mocno mieszane. Był to ostatni punkt wakacji po Atenach i Krecie (samochodem z Polski). Prom z Iraklionu 8:50, przypłynęliśmy na Santorini ok 14. Ciekawa droga z portu pod gorę, z pewnością nie dla niedzielnych kierowców. Camping znaleziony bez problemu (24E za dobę- tak jak w dość luksusowej dzielnicy Aten, za to bez "klimatu"). Spacerek do starego portu, schody chyba mają 580 stopni, ale to akurat mniejszy problem. Przez pierwsze trzy zakręty w dół nawet mi się podobało. Podobanie szybko mi przeszło, schody dosłownie zastawione "osiołami", a właściwie mułami (prawdziwych osiołków tylko kilka), między którymi trzeba się miejscami przepychać. Oczywiście mają one za zadanie transportować turystów góra- dół za jedyne 5 euro w jedną stronę. Całe schody za przeproszeniem zasrane, sprzątania tam raczej nie widać. W porcie specjalnie żadnych rewelacji; dwie tawerny, sklepiki z pamiątkami, biura wycieczkowe. Droga powrotna jeszcze gorsza, jak wiadomo pod górkę trudniej, znowu przeciskanie się pomiędzy zadami zwierzątek, które w nieoczekiwanych momentach zaczynają załatwiać potrzeby fizjologiczne, a nawet niewielki wiaterek powoduje fruwanie wyschniętych odchodów. Miejscami zasrane były nawet barierki, trzeba było uważać za co się chwyta. Można oczywiście pojechać kolejką, ale raczej nie o to chodzi. Schodami raczej chodzi się po to żeby dłużej podziwiać widoki. A wystarczyłoby ograniczyć liczbę zwierzątek i po nich posprzątać. 
Widoczków Thiry nie będę komentować, każdy wie o co chodzi. Samochód to dobra opcja, pozwala na przemieszczenie się w inną część wyspy od tej w której przebywają akurat dowiezieni przez cruisery turyści (jednego dnia w porcie stały 4!!!). Kiedy lawa zwiedzaczy wyleje się z pokładów po uliczkach praktycznie nie można się poruszać. Ale można sobie pojechać na przykład do Pirgos. Nie ma tłoku, chociaż czasami jakiś autokar też dojedzie. A już całkowicie wyjątkowe zjawisko to Oia. Zachęceni informacjami w folderach o najpiękniejszych na świecie zachodach słońca pojechaliśmy zobaczyć to wyjątkowe zjawisko. Rzeczywiście było wyjątkowo. Każde miejsce w kawiarniach i tawernach, każdy dach i murek, każdy skrawek wolnej przestrzeni "zasiedzony" przez oczekujących na tenże reklamowany cud natury, z gotowymi do działania aparatami i kamerami. Zachód słońca ładny (w Polsce też mamy takie, myślę, że równej urody), ale określiłabym jako mało romantyczny w takim tłumku. Oia jako miejsce fajna, ale następnego dnia, kiedy przyjechaliśmy wcześniej, zanim dotarli turyści z cruiserów i można było pospacerować bez deptania po piętach, a kawę wypić w tej kawiarence w której pasuje, a nie tam gdzie jeszcze zostało pół miejsca do siedzenia.
Ceny na Santorini niestety nieciekawe. Ale jeśli mamy wydać 20-30 euro na drobny posiłek z pewnością lepiej to zrobić gdzieś po drodze (tawerna Delfin na dolnej drodze z Oi do Thiry albo w Akrothiri), gdzie z pewnością będzie bardziej smacznie i po grecku niż w najbardziej turystycznych tawernach. Niestety nie udało nam się dostać do winnicy. Mimo przyjazdu w godzinach otwarcia wszystko było zamknięte na głucho. Przypuszczam, że otwierają jak przyjedzie autokar z fakultetem. Za to ukradłam kawałek jednej roślinki i mam nadzieję, że zaaklimatyzuje się w Polsce. Reasumując; Santorini samo w sobie jest piękne i "klimatyczne", niestety zmasowane ataki turystów czynią to miejsce mniej pociągającym niż Jarmark Dominikański w Gdańsku w dniu otwarcia i przy pięknej pogodzie. 
No chyba, że ktoś ma całą furę pieniędzy do wydania, to z pewnością tam sobie poradzi. Polecam w takim razie luksusowe hoteliki z basenem i widokiem na najpiękniejszy zachód słońca oraz oczywiście sklepy z biżuterią (Swarovski dwa razy droższy niż w Polsce). Koty zdecydowanie ładniejsze są na kontynencie, ale trafiły się dwa całkiem fajne. Acha, najtańsza pamiątka z Santorini to kawałek lawy za 1.5 euro Generalnie było fajnie, ale jak dla mnie raz na Santorini to wystarczy... tak jak piramidy w Egipcie. Pozdrawiam tych, co lubią niekomercyjną Grecję Malgonia
|