Home Nasze podróże Grecja Samochodem na Kretę - Rethymnon i Ag.Gallini

Tagi

Samochodem na Kretę
Samochodem na Kretę - Rethymnon i Ag.Gallini Email
Wpisany przez Simon   
Spis treści
Samochodem na Kretę
Paleochora i Elafonissi
Samaria
Rethymnon i Ag.Gallini
Wschodnia Kreta
Wszystkie strony

 

Rethymnon

Rethymnon jest ładnym miastem podobnym do Chanii. Tak jak i Chania są tu ślady różnych kultur, jest wenecka twierdza i otomański meczet i wenecka fontanna... i wiele innych ładnych miejsc i budowli. Trzeba po prostu się przejść i podziwiać. Rethymnon ma od wschodu długą piaszczystą plażę, centralnie położony port z bardzo długim bulwarem, wzdłuż którego ulokowały się knajpki a za portem wspomnianą twierdzę usadowioną na skalnym klifie.  Stare miasto to plątanina wąskich uliczek o różnym charakterze zależnym od rodzaju rzemiosła jakie w danym miejscu dominuje. Jest więc uliczka ze straganami rybnymi tuż za bramą wenecką na lewo a na prawo uliczka z butami.

Thumbnail Thumbnail 

Na zwiedzenie tego wszystkiego spokojnie wystarczą trzy godziny. Nam natomiast trafiła się zupełnie inna atrakcja, dużo bardziej atrakcyjna :) Był to mianowicie bazar, który odbywa się tam w czwartki wzdłuż bulwaru. Na tą okoliczność zjeżdżają się lokalni rolnicy i inni handlarze i rozkładają stragany ze wszystkim. To co nas najbardziej interesowało to możliwość zakupu świeżych ziół oraz oliwy i serów prosto od chłopa. Po zwiedzeniu miasta, twierdzy i zrobieniu zakupów na bazarze ruszyliśmy dalej bo cóż więcej mielibyśmy robić w Rethymnonie??..

Thumbnail Thumbnail

Wieczorne knajpy zaliczyliśmy dzień wcześniej, retsinę wypiliśmy na falochronie w towarzystwie portowych szczurów, pokój w hotelu drogi (40euro) i byle jaki z widokiem na klatkę schodową i łazienkę sąsiadów.. czas się zwijać.

Agia Gallini

Z Rethymnonu wyjechaliśmy na National Road i oczywiście przegapiliśmy drogę na Armeni, którą mieliśmy dostać się do Ag. Gallini. Kawałek dalej skręciliśmy więc na Amari. Amari czy Armeni co za różnica ;) Ano różnica była taka, że dzięki temu zobaczyliśmy dwa fajne klasztory, z tego jeden Moni Arkadiou bardzo ważny, oraz kościółek bizantyjski Agia Anna koło Amari z bardzo starym freskiem i wenecką dzwonnicę w Amari. Moni Arkadiou jest jednym z najstarszych klasztorów, powstał w piątym wieku ale nie dlatego jest tak ważny. Otóż jest to miejsce szczególne, gdyż podczas wielkiego powstania w 1866 roku w klasztorze schronili się powstańcy i uciekinierzy a następnie zostali otoczeni przez Turków. Powstańcy nie chcieli się poddać i wysadzili magazyn prochu w wyniku czego zginęli wszyscy w klasztorze oraz wielu oblegających. Do dziś na dziedzińcu klasztoru stoi martwy cyprys, w którym można zobaczyć odłamek tureckiego kartacza.

Thumbnail ThumbnailThumbnailThumbnailThumbnail

Po zwiedzeniu klasztoru przekroczyliśmy przełęcz gór Idi i znaleźliśmy się w dolinie Amari. Jest to bardzo malownicze miejsce pełne gajów oliwnych, winnic i małych wiosek, w których można spotkać naprawdę stare bizantyjskie kościółki, a wśród nich wspomniany Agia Anna. Dolina Amari jest ponoć świetnym miejscem wypadowym dla górskich łazików. My po przejściu wąwozu jednak nie zamierzaliśmy w najbliższym czasie łazić po górach więc pojechaliśmy dalej wczesnym popołudniem docierając do celu czyli Agia Gallini. Kemping znaleźliśmy bez trudu zaraz przy wjeździe do wsi. Okazał się on być chyba najfajniejszym z dotychczas odwiedzonych w Grecji kempingów. Cicho,na uboczu, a jednocześnie bliziutko do plaży i do portu. Na miejscu doskonała tawerna, fajny basen i sklepik z podstawowymi produktami czyli retsiną, fetą, pomidorami i pieczywem. Basen na kempingu jest ogólnodostępny więc jeśli kiedyś traficie do Ag. Gallini i zamieszkacie gdzieś w apartamencie to zawsze można wpaść na kemping "No Problem" na basen i do tawerny. Oczywiście jak wszędzie atmosferę danego miejsca tworzą ludzie. Być może kemping robi takie fajne wrażenie bo ma fajnego szefa czyli Janisa. Swoją drogą nie wiem czy dali byśmy sobie szansę się o tym przekonać gdyby nie to, że następnego dnia cały dzień lało...Na ogół nie korzystaliśmy z jedzenia na kempingach. Woleliśmy raczej zwiedzać typowe restauracje i tawerny. Tego dnia jednak, zmęczeni oczekiwaniem na przejaśnienie i robotami melioracyjnymi, coby nam namiot nie odpłynął, postanowilismy posilić się w bliskości namiotu. I dzięki temu zakosztowaliśmy specjałów kuchni Janisa w przesympatycznej atmosferze.



 
M & S, Powered by Joomla!;

\
linki