Home Nasze podróże Egipt Petra... w Jordanii

Tagi

Wpisany przez Małgosia   

Petra

Petra oczywiście leży w Jordanii. Znalazła się u nas w kategorii Egipt ponieważ wycieczka do Petry była jedną z wycieczek fakultatywnych jakie odbyliśmy podczas pobytu w Sharm El Sheik. Zdecydowaliśmy się na zakup wycieczki z lokalnego biura, a nie od rezydenta (było taniej). I oczywiście taniej nie mogło oznaczać lepiej, ani nawet dobrze (chociaż podobno wszystkie biura korzystają z tego samego "dostawcy" usług). Pierwszy odcinek drogi do portu w Tabie był już lekko dramatyczny. Autokar ledwo dawał radę podjechać pod wzniesienia, osiągnięciu każdego kolejnego szczytu towarzyszyło westchnienie ulgi pasażerów, bo z górki już łatwo się turlał. Ale oczywiście w pewnym momencie odmówil współpracy i stanęliśmy w szczerym polu (a właściwie w szczerej pustyni). Kierowca nie bardzo sobie radził z problemem, więc turyści zakasali rękawy i jakoś wspólnymi siłami udało się uruchomić pojazd.

ThumbnailThumbnail

Ruszyliśmy dalej, po czym okazało się, że kierowca nie bardzo zna drogę. Najpierw zajechał prawie do samej Taby (a mieliśmy jechać do portu), po czym zawrócił i pytał kolejnych napotkanych ludków o drogę. W końcu się udało. Oczywiście wszyscy turyści (z innych autokarów) czekali już na promie. Podróż do Akaby była całkiem przyjemna. Warto posiedzieć na pokładzie, trochę chlapie, ale za to fajne widoki. Można zauważyć latające ryby, ale zrobić im zdjęcie to już raczej bez szans. W Jordanii wszystko było jak należy. Podjechały nowe autokary, turyści zostali podzieleni na grupy rosyjsko i anglo języczne i ruszyliśmy do celu podróży. Po drodze był jeszcze lunch w hotelu Mariott, gdzie z przyhotelowego tarasu rozciągał się piekny widok na Petrę. Trzeba przyznać, że przewodnik trafił nam sie bardzo dobry. Nazywał się Abdullah Al Dmour, reprezentował Al-Jawad Tours. Profesjonalny, a przy tym sympatyczny i dowcipny. Niestety z powodu perturbacji z autokarem czas w Petrze skrócił się nam o około dwie godziny. Coż, o samej Pertrze nie będę pisać, to miejsce po prostu trzeba koniecznie zobaczyć. Żal, że tak mało czasu tam spedziliśmy. Myślę, że dwa lub trzy pełne dni może wystarczyłyby na trochę dokladniejsze zwiedzanie. A tak przeszliśmy do Skarbca, potem do Amfiteatru i postanowiliśmy oddzielić się od grupy i chociaż w drodze powrotnej iść po swojemu. Trzeba było tylko pilnować godziny zbiórki.

ThumbnailThumbnail

Zdecydowanie czuję niedosyt Petry; za mało czasu, za mało zdjęć. Powrót promem już pod pokładem (zrobiło się chłodno), a droga powrotna niestety tym samym autokarem. Na szczęście nie trzeba było pchać i jakoś dojechaliśmy do Sharm. I znowu zrobił się problem, bo organizator miał nas jeszcze porozwozic po hotelach. Po jakichś dziwnych przesiadkach na placu: autokar- bus, bus- autokar w końcu ruszyliśmy. Godzina była już mocno późna a kierowca nie miał bladego pojęcia o lokalizacji naszych hoteli. Miałam wrażenie, że na chybił trafił podjeżdżał pod kolejne po drodze z nadzieją, że wreszcie ktoś wysiądzie. Dojazd z Sharm do naszego hotelu z kombinacjami alpejskimi po drodze trwał około 2 godzin (bus normalnie jedzie 20 minut), kiedy wreszcie udało się nam zauważyc nasz hotel z drogi.

 

 

Komentarze (0)
Share
 
M & S, Powered by Joomla!;

\
linki Hotele Lublin | Pogorzelica | namioty turystyczne | opony matador