| Bangkok w delegacji - Obserwacje i zwyczaje |
|
|
|
| Wpisany przez Simon | |||||
| Wtorek, 18 Sierpień 2009 17:59 | |||||
Strona 3 z 3
Tajskie obserwacje i zwyczajeTajowie są zawsze uśmiechnięci. Zwłaszcza wobec turysty. Z tego powodu Tajlandia zwana jest często krainą uśmiechu. Warto jednak pamietać, że usmiech Taja to nie zawsze oznaka radości. W ten sposób reagują oni również w sytuacjach kłopotliwych i żenujących starając się zatrzeć złe wrażenie jakie czasem zdarza się nam (obcym) sprawić. Nie dotykaj Taja w czubek głowy. Na czubku głowy siedzą duchy, które nie lubią gdy się im spokój zakłóca. Dlatego nie należy głaskać dzieci tajskich po główkach jak to zwyklismy czynić w Europie. Z drugiej strony są nogi. Nogi a w szczególności stopy dotykające ziemi są nieczyste. Dlatego szczytem nietaktu jest wystawić stopy w czyimś kierunku. Zbrodnią nieomal jest wystawienie stóp w kierunku wizerunku Króla lub Buddy. Jeśli chodzi o Króla to jest on postacią bardzo dla Tajów ważną i niezmiernie szanowaną. NIE WOLNO W ŻADEN SPOSÓB UWŁACZAĆ WIZERUNKOWI KRÓLA. Wyrzucenie do śmieci zdjęcia Króla jest karalne... nawet dla cudzoziemca. Tajowie świętują urodziny swojego władcy co tydzień przywdziewając żółte koszulki. Kolor żółty jest kolorem królewskim a obecnie panujący Król Tajlandii Bhumipol ma urodziny w poniedziałek więc w poniedziałki ulice Bangkoku robią się żółte od ich mieszkańców ubranych w żółte T-shirty z królewskim herbem. Bangkok jest miastem gdzie nie widać drastycznego podziału na dzielnice biedne i bogate. Tutaj niesamowita bieda współistnieje z ogromnym bogactwem. Tuż obok super eksluzywnego State Building spotyka się żebraków i ludzi śpiących na kartonach. W uliczce obok znajdziecie kramy szewców i prymitywne stragany z jedzeniem. W tym kraju kontrasty funkcjonują obok siebie i jak wynika z opowieści żyjących tam ekspatów i Tajów spotkanych na konferencji nie rodzi to żadnych konfliktów. Sytuacja taka wynika z buddyjskiej mentalności pozbawionej praktycznie zazdrości. Jest to niejako przeciwieństwo tak zwanego polskiego piekła. W Tajlandii jeśli któś dojdzie do bogactwa to nie gardzi człowiekiem sprzedającym sznurowadła na ulicy i odwrotnie, sprzedawca sznurowadeł nie zazdrości bogaczowi tylko przyjmuje, że tamten zasłuzył sobie na to aby byc bogatym. Musze przyznać, że taka postawa bardzo mi się podoba :) BezpieczeństwoTjlandia jest krajem bezpiecznym dla turystów z zachodu. Tak twierdza ekspaci tam mieszkający i ci co Tajlandię odwiedzali juz nie jeden raz. Ja sam łaziłem po Bangkoku z dala od turystycznych miejsc nawet o trzeciej w nocy. Najwięcej strachu się najadłem wracając do hotelu przez most Taksina. Po przejściu przez most trafiłem na stado dzikich psów, które na mój widok podniosły się z ziemi i zaczęły warczeć. Ludzi należy się obawiać na Pat Pong. W tamtejszych barach zdarzają się sytuacje gdy turysta jest odurzany narkotykami i okradany. Słyszałem również historie o niechcianych ożenkach i późniejszych roszczeniach Tajek wobec swoich świeżo nabytych mężów z Europy. Generalnie jednak w Tajlandi jest wspaniale i muszę tam wrócić :) JedzenieKupić coś do jedzenia można wszędzie na ulicy i w każdym rodzaju. Większość rzeczy jedzeniowych jest jednak dla przeciętnego europejczyka nie do przełknięcia. Na straganach pietrzą się niesamowite potrawy... są smażone w głębokim oleju kokony jedwabników i szarańcza. Są stragany z owocami morza i jakimś dziwnym mieskiem wyglądającym jak świńskie uszy. Jedzenie można też kupić od sprzedawców wyposażonych w dwa garnki zawieszone na kiju. Oczywiście są też całkiem ekskluzywne restauracje. Tak jak rozpiętość sposobów oferowania jedzenia tak i ceny są zróżnicowane. Zupka tajska w knajpie garazowej kosztuje ok. 250bht. Podobna zupka w restauracji królewskiej ponad 1000bht. Osobiscie pó¶bowałem i jednej i drugiej.... i preferuję ta garażową. To co oferują n astraganach jest świeże i smaczne. Tam je większość Tajów. Do ekskluzywnych restauracji uczęszczają głównie zachodni turyści. To czego nie odważyłem się spróbować to były stragany na bazarku. Sprzedawano tam na przykład jakiś rodaj zupki wlewany do woreczków foliowych. Tajowi epili to przez słomki... ale zupka w woreczku wygląda koszmarnie. Geeralnie nie zatrułem się, więc jedzenie na ulicy uznaję z azjadliwe... a nawe bardzo smaczne. Przy okazji udało mi się rozkminić skład zupki tajskiej. Jeśli ktoś ma ochotę coś takiego sobie przyrządzić - oto przepis: potrzebne jest: - kilka krewetek BT (ok. 10szt.) - dwa filety ryby. Musi być w miarę zwarta, czyli tak co sie nie rozpadnie po usmażeniu np. sola. Wczsniej używałem pangi ale zrezygnowałem gdy się dowiedziałem jak panga jest hodowana. - dwa ząbki czosnku - imbir świeży - sos rybny - ostre chilli.. ze dwa strączki wystarczą - bulion warzywny w ilości 0,5l z trawą cytrynową - puszeczka 0,2l mleka kokosowego - makaron ryżowy - świeża bazylia Najpierw na masełku podsmaża się krewetki i rybę dodając do tego czosnek, imbir, chilli i doprawiając sosem rybnym. Następnie dodaje się mleko kokosowe. Gdy zacznie bulgotać trzeba wlać bulion i poczekać aż się zagotuje. Potem dodaje się makaron i na samym końcu bazylię. Zamiast krewetek i ryby można dodać cokolwiek.. kurczaka lub inne mięsko. Na tajskim straganie zwyczajnie pokazuje się palcem co ma być w zupie... a pani wrzuca to do woka i zagotowuje. Pychota!!!.. NIe powinienem był zdradzać tego przepisu :)) Smacznego!!
Komentarze (0) |
|||||
| Zmieniony: Środa, 19 Sierpień 2009 19:39 |




