Home Nasze podróże Azja Bangkok w delegacji

Tagi

Bangkok w delegacji PDF Drukuj Email
Wpisany przez Simon   
Wtorek, 18 Sierpień 2009 17:59
Spis treści
Bangkok w delegacji
Bangkok - co zobaczyć?
obserwacje i zwyczaje
Wszystkie strony

Któregoś pięknego dnia zadzwonili do mnie z Informa-Telecom i zapytali czy nie chciałbym wystąpiś z referatem na konferencji FMC w Bangkoku. Oczywiście tradycyjnie zapytałem, czy zasponsorują przelot i hotel i jeśli tak to oczywiście chętnie polecę. Ponieważ było jeszcze przed kryzysem więc zgodzili się. Pozostało tylko załatwić delegację w firmie co wcale nie było łatwe mimo, że wszelkie koszty jakie firma musiała ponieść to tylko diety. Udało się!.. jadę!. Pierwszy raz do prawdziwej Azji!.

Po wylądowaniu na lotnisku Savarnabhumi jako jeden z nielicznych przybywających z Europy musiałem starać się o wizę. W tym celu musiałem zrobić sobie zdjęcie za 3$ i następnie zapłacić ok. 30$ (1000bht) za wizę. Lotnisko w Azji wygląda zdecydowanie inaczej niż nasze"cywilizowane" europejskie lotniska. Niby podobne ale ludzie jacyś inni, inne bagaże targają, śpią na podłodze na kartonach... jak na Dworcu Centralnym. Oczywiście lądowałem jeszcze w starym terminalu, może teraz jest inaczej.

Jak poruszać się po mieście

Po wyjściu oczywiście tłum ulicy, typowy azjatycki chaos ale okazuje się, że w tym chaosie znajdzie się stanowisko informacji turystycznej gdzie od razu wręczą turyście mapkę, powiedzą ile ma zapłacić za taksówkę i do tej taksówki nawet wpakują. To nic, że taksówka wygląda w środku jakby wybuchł w niej granat, za to jedzie piękną austostradą na estakadzie aż do samego centrum Bangkoku do hotelu Millenium Hilton nad samym brzegiem rzeki Chao Praya. Trudno wyobrazić sobie lepszą lokalizację.. no może State Center albo Shangrila po drugiej stronie rzeki. 

W Bangkoku większość atrakcji turystycznych mieści się w pobliżu rzeki. Dlatego moim zdaniem przy krótkim pobycie, takim jak mój, najlepiej trzymać się rzeki. Jest to bardzo łatwe - najlepiej kupić sobie za 100bht całodniowy bilet na Chao Praya Express, czyli tramwaj wodny kursujący wzdłuż rzeki od mostu Taksina w górę. Do mostu Taksina dojechać bardzo łatwo gdyż tu właśnie kończy się trasa Sky Train czyli napowietrznej kolejki, która jednocześnie przejeżdża przez najważniejsze lądowe okolice ważne turystycznie jak Silom Road, Siam Center, okolice słynnego PatPong.

Thumbnail Thumbnail

Tak jak napisałem powyżej najwięcej ciekawych rzeczy znajduje się wzdłuż rzeki. Podróżowanie rzeką ma jeszcze jedną zaletę - Bangkok jest dość "duszny" a rzeka zapewnia jednak pewien powiew świeżości. W czasie gdy tam byłem codziennie z regularnością zegarka o godz. 16 zaczynało padać. Deszcz był potężny i trwał około godziny zalewając ulice po kostki. Deszcz ten jednak był bardzo odświeżający gdyż zanim spadł to z licznych kanałów przecinających miasto dochodził potężny smrodek zapierający dech w europejskich płucach.Warto jednak wziąć opady pod uwagę wyposażając się w odpowiednie obuwie do zwiedzania. Ja nie miałem żadnych sandałów ani klapek wodoodpornych. W związku z tym po pierwszej doświadczonej ulewie postanowiłem sobie coś kupić na bazarku obok hotelu. Znalazłem piękne japonki za niewielkie pieniądze, które zakupiłem... na własne nieszczęście. Po godzinie łażenia w japonkach paluchy miałem kompletnie zdewastowane i do dziś się zastanawiam jak w tamtych warunkach jakiegoś tropikalnego zakażenia nie dostałem.

Tak jak wspomniałem tramwajem wodnym podróżuje się wzdłuż rzeki. Wysiadać można na dowolnym przystanku a następnie wsiadać w kolejny "tramwaj" i płynąć dalej. Warto jednak wiedzieć, że istnieje również sposób na poruszanie się w poprzek rzeki. Przy każdym przystanku Chao Praya Express a nawet częściej znajdują sie również przystanie promów kursujących z jednego brzegu na drugi. Promy te pływają praktycznie nonstop więc czas oczekiwania to najwyżej parę minut. Cena za przepłynięcie rzeki była jakaś symboliczna, o ile mnie pamięć nie myli coś ok. 2bht.

Dla mocniejszych wrażeń można przejechać się TukTukiem. TukTuk to taka kombinacja motocykla z rikszą. Za 100bht TukTukiem powinno się dać dojechać wszędzie w obrębie centrum a i to jest już zdaje się naciągana cena. Więcej to typowe żerowanie na turystach. Z TukTukami jest ponadto taki problem, że zwykle kierowca jak już złapie turystę to obwiezie go po zaprzyjaźnionych (płacących mu prowizję) krawcach, salonach jubilerskich i innych miejscach gdzie "ma coś do załatwienia a ty mister poczekaj tu na mnie i pooglądaj sobie". Zwykle wtedy zapomina jak sie mówi po angielsku i z oporem przyjmuje wizję trasy pasażera.



Zmieniony: Środa, 19 Sierpień 2009 19:39
 
M & S, Powered by Joomla!;

\
linki sea cloud | wycinanie uszczelek | biuro podróży lublin | Tunezja first minute