| Wpisany przez Simon | ||||||||
Strona 1 z 5 Ukraińcy pewnie chcieliby mnie zlinczować za to, że ta relacja została wstawiona do kategorii Polska.. no ale cóż w końcu jechaliśmy szlakiem polskich zamków i polskiej historii. A tak swoją drogą to Szczecin i Wrocław są niemieckie a Lwów polski i już :P Kwestie stosunków polsko-ukraińskich wolę pozostawić historykom i politykom. Mi się na Ukrainie podobało i chętnie bym tam wrócił. Wyprawa motocyklowa ma swój niepowtarzalny klimat. Siedemnaście maszyn jadących w szyku robi niezłe wrażenie nawet na samych jadących, wymaga ogromnego skupienia i uwagi co jednocześnie pozwala całkowicie wyłączyć się od wszelkich innych problemów niż tylko droga, maszyna i to żeby się nie wpakować w poprzedzającego.. jednym słowem totalny reset. Na wyprawę pojechaliśmy z Orłem (moim kolegą z pracy) prawie całkiem spontanicznie w wyniku zaproszenia od Tomka Kulika naszego dawnego instruktora jazdy. Dojazd i zamek w OleskuPierwszy dzień był mało obiecujący gdyż wyjazd z Warszawy odbył się w ulewnym deszczu i tak było przez większość drogi do Zamościa. Orzeł jak mu dupsko zmokło z nogami włącznie prawie zrezygnował z dalszej jazdy. Jednak po kilku browcach i zapoznaniu się z resztą ekipy w Zamościu jakoś humory zaczęły wracać. Kolejny dzień okazał się być piękny i słoneczny. Przejazd przez granicę w Hrebennem bezproblemowy i juz byliśmy na Ukrainie. Pierwszy przystanek był w Olesku kiladziesiąt kilometrów za Lwowem.Mieliśmy zajechać do Podchorców ale oczywiście w siedemnasto-maszynowej grupie nie może nic się nie zdarzyć. Zdarzyło się więc, że jedna dziewczynka przewróciła maszynę i złamała klamkę od sprzęgła. Motocyklem bez sprzęgla można jeździć ale nie każdy potrafi, więc już drugiego dnia mielśmy przymusowy przystanek połaczony z poszukiwaniami mechaniora. Ponieważ Olesko to mała wiocha z zamkiem, więc zasadniczo nie było gdzie przenocować. Najpierw oczywiście postanowilismy zwiedzić zamek a własciwie jego ogrody gdyż sam zamek był zamknięty. Po ogrodach zamkowych mozna było przejechać się bryczką z przewodnikami, którzy świetnie gadali po polsku. Przewodnicy w strojach z dawnej epoki okazali się być księdzem i zakonnicą, którzy zrezygnowali ze służby Bogu i postanowili żyć razem prowadzac w Olesku biznes polegający na oprowadzaniu polskich turystów po zamku i sprzedawaniu im glejtów na podróże po Ukrainie.O zamku w Olesku przeczytacie na Wikipedii. Ja mogę tylko powiedzie, że z zewnątrz jest to pięknie zachowany i imponujący zabytek i zaprosić do obejrzenia paru fotek.
|




















