| Wpisany przez M & S po trochu |
Sharm El Sheik Sharm El Sheik to całkowicie turystyczna miejscowość.. oprócz hoteli, knajp i dyskotek znajdziecie tam jedną najważniejszą atrakcję - RAFĘ KORALOWĄ! Sharm pierwotnie było małą rybacką wioską i bazą marynarki wojennej Egiptu. W 1967 roku Sharm (wraz z całym półwyspem Synaj) zostało zajęte przez Izraelczyków podczs tzw. wojny sześciodniowej i pozostawało w ich władaniu aż do roku 1982. W międzyczasie Sharm nazywało się Ofira i było dużym osiedlem izraelskich osadników. Podobno, to dzięki nim Sharm zmieniło się w to czym jest teraz, czyli popularną miejscowość turystyczną. Pod nazwą Sharm tak naprawdę kryje się całkiem spora metropolia turystyczna składająca się z kilku centrów: Nabq, Ras Nusrani, Naama Bay, Umm Sid i Sharm El Maya. Warto to wiedzieć zanim wybierze się hotel i zapytać w biurze podróży, gdzie tak naprawdę będzie się wysłanym, gdyż każde z tych miejsc ma swoją charakterystykę. Osoby lubiące nocne życie i hałas, albo spędzanie czasu na zakupach lub w głośnych restauracjach powinny wybrać Naama. Niestety plaże są tam raczej nieciekawe. Mnie podobały się tam trzy rzeczy; spacerki wieczorową porą promenadą wzdłuż plaży (można robić przystanki na kawę, piwo, shiszę... co kto lubi), sklep z biuterią, a właściwie z różnego rodzaju koralami i kamieniami, a trzecie to Old Sharm. I tam właściwie wszystko; specyficzny klimacik, sklepy trochę inne niż w Nama, kafejki na zboczu niewielkiego wzgórza, bardzo fajnie oświetlone, niewielki wodospadzik. Sprzedawcy nie są aż tak napastliwi jak w centrum Nama i można spokojniej poszperać po sklepach. Zawsze najbardziej podobają mi się stragany z przyprawami, pocztówkowo kolorowe i jeszcze do tego pachną! Nama ma jeszcze jedna poważną zaletę. Można kupić w sklepie piwo albo inne alkohole. Te inne to jakies dziwne są. Raczej nie polecam, przywiezionego z Egiptu wina niestety nie dało się wypić. A teraz dla turystów, którzy jadą do Egiptu wypocząć, cokolwiek zobaczyć i oczywiście ponurkować. Myślę, że warto wybrać hotel oddalony od miasta. W razie potrzeby z większości hoteli kursują wieczorami darmowe busiki, można dojechać lokalną komunikacją (oczywiście ustalając cenę zanim wsiądziemy), ostatecznie taksówką. Generalnie wygląda to tak, że hotele usytuowane są po obu stronach drogi wiodącej wzdłuż wybrzeża. Te bardziej wypasione są z dostępem do plaży, te mniej po drugiej stronie ulicy. Nie przeszkadza to zupełnie w niczym. Hotele mają swoje plaże, do których można dojść w kilka, czy kilkanaście minut, alternatywnie można dojechać busikiem, który kursuje plaża- hotel mniej więcej co godzinę. Dobrze jest wybrać hotel, który ma dwie plaże do wyboru. Zawsze to jakieś urozmaicenie. Ostatni pobyt w Palmyra Three Corners bardzo sobie chwalę. Oczywiście warto przy meldowaniu wsunąć 10 USD w paszport. Dostaniemy wtedy lepszy pokój. Te na drugim piętrze mają większe balkony (z rana odwiedzala nas hotelowa papuga). Pokoje nie są szczególnie luksusowe. Ważne, że czysto, wygodne, duże łóżka, łazienki też w miarę w porządku. Idąc do pokoju zewnętrznym korytarzem nie należy się przejmować budową dookoła. Zresztą zdjęcia hotelu mówią same za siebie. W restauracji czysto, obsługa bez zarzutów, jedzenie rewelacyjne (kolejne wakacje, z których wróciliśmy grubsi niż wyjeżdżaliśmy). Opcja all inclusiv spełniła nasze oczekiwania, a nawet bardziej. Bez zaufania do lokalnych alkoholi zabraliśmy finlandię i inne butelki z bezcłowej, ale przywieźliśmy do domu, wcale się nie przydały. Lokalne wynalazki całkiem były fajne po zmieszaniu z colą. Naczytałam się różnych opinii na temat wakacji w Egipcie. Szczerze, to szczególnie denerwują mnie wypowiedzi malkontentów. Że do plaży daleko, że drzwi do szafy się nie domykały, że fala była za duża, kanapki na plaży skończyły się za szybko, recepcjonista nie rozumiał po polsku, wycieczka nie spełniła oczekiwań, zaczepiali nas na ulicy itp. bzdety. Jak się za bardzo naczytam dostaję nerwowej wysypki. Narzekacze niech sobie jadą na Florydę w oczekiwane luksusy, albo ewentualnie na Kanary. Trzeba tylko trochę zrozumienia lokalnego kolorytu. Tubylcy są całkiem sympatyczni. Na szczególne nagabywania trzeba brać poprawkę i już. Korzystać z plaży słońca, miejsc wyjątkowo atrakcyjnych turystycznie (Kair, Luxor, Dolina Królów, Karnak, Petra w Jordanii), oraz oczywiście z nurkowania. Właśnie to, co pod wodą powoduje, że w tamte rejony jeździłabym przynajmniej raz w roku. Hotel Palmyra ma (miał w czasie naszego pobytu) dostęp do dwóch plaż. Jedna przy hotelu (przez ulicę), a druga to Sharks Bay, do której dowożono busikiem. Obie bardzo różne. Ta przyhotelowa- najpierw 100 m płytkiego, gdzie też można było schować głowę pod wodę i coś ciekawego zobaczyć, a potem pionowa ściana, taka, że dna nie widać. I tu można sobie pływać w obie strony. Rosjanie, którzy pożyczyli od nas pokrowiec na aparat trafili nawet rekina. Ścianka budzi respekt, zwłaszcza przy większej fali. Trzeba uważać, żeby nie wrzuciły na koralowce. Lepiej płynąć sobie pod prąd, żeby starczyło siły na powrót. Kolory, rybki... to trzeba zobaczyć. W Sharks Bay jest inaczej. Do wody wchodzi się z pomostu. Niewielkie zatoczki, skałki podwodne wyjątkowo obfitują w koralowce i wszelkiego rodzaju rybki. Tam czasami czyniliśmy coś wyjatkowo niedopuszczelnego, czyli karmiliśmy rybki. Kawałek bułki w wodzie przynosił wyjatkowe skutki. Czułam się, jak w wyjatkowo zarybionym akwarium, a rybki jadły poprostu z ręki (ulubione zdjęcie z tresowania rybek). Żeby zrobić zdjęcie, trzeba było się mocno odsunąć, bo było za gęsto. Z ciekawszych spotkanych stworzeń podwodnych to płaszczka, której trochę się obawiałam. Uwięziona w małej zatoczce, nie wiadomo, czy nie użyłaby w desperacji swojego kolca. Crocodile fish- wyjątkowo ciekawy okaz, jak sobie leży na dnie jest całkowicie niezauważalny. No i mój ukochany NAPOLEON. Rybka miała ponad dwa metry. Pływała sobie dostojnie nie przejmując się za bardzo całą resztą. Twarz ma tak sympatyczną, ze zakochac się można od pierwszego spotkania. Tak sobie pływałam za nim w jedno popołudnie, że w końcu zmęczona wylazłam na nie swoim pomoście. Zeszłam na plażę, zdjęłam płetwy i się okazało, że to inne miejsce i trzeba wracać. Napoleon wart był tego wysiłku:) Cdn.
Komentarze (0) |
Features
