| Turcja 2010 - Antalya i okolice |
|
|
|
| Wpisany przez Małgosia |
| Piątek, 15 Październik 2010 18:06 |
|
Turcja 2010 Wylot z biurem Premio TravelWedług informacji i biletów wylot miał być o 10:30. Stawiliśmy się na lotnisku 2 godziny wcześniej zgodnie z zasadami. Okazało się, że samolot dopiero wyleciał z Turcji i polecimy ok 12:30. Jakoś przetrwaliśmy na lotnisku przy kawie i studiowaniu zakupionych przewodników, natomiast uczestnikom, którzy dojeżdżali spoza Warszawy i zgodnie z dostępną komunikacją byli na lotnisku dużo wcześniej było raczej mało fajnie. No i oczywiście każde opóźnienie w wylocie skraca czas w miejscu przeznaczenia. Przelot bez problemów, na lotnisku w Antalyi uczestnicy zostali dość sprawnie rozdysponowani na autokary, które miały nas przewieść do hoteli. Lenistwo w Paraiso Verde Drugiego dnia nie robiliśmy dosłownie nic poza siedzeniem w hotelu. Pół dnia plaża, a właściwie czytanie na plaży, bo akurat było zachmurzenie, drugie pół to basen i sauna. Dzień stracony, a to tylko dlatego, że czekaliśmy na piątkową wycieczkę do Antalyi, która była w cenie imprezy. Po doświadczeniach następnego dnia doszliśmy do wniosku, że trzeba było zrezygnować ze wspaniałej darmowej wycieczki i brać auto pierwszego dnia po przylocie. Gratisowy fakultet - wycieczka Antalya City Tour.
Nareszcie po swojemu - Perge, Aspendos, Manavgat, Side.
Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Aspendos to z kolei przede wszystkim wspaniały rzymski teatr dla ok 15 tysięcy widzów. Fakultatywni wycieczkowicze nie mają okazji pospacerowania po okolicznych ruinach akropolu, agory, nimfeum, a zwłaszcza nie dane im jest zobaczyć wspaniale zachowanego akweduktu. W czasie wędrówki po okolicznych ruinach napotkanych turystów można policzyć na palcach jednej ręki. Niezapomniany jest widok amfiteatru ze wzgórza, na które trzeba się wdrapać nie bez wysiłku. A pod sam akwedukt podjechaliśmy sobie drogą prowadzącą przez pola granatów (owocowych, a nie wybuchowych:). Aha, dla chętnych, przed wejściem do teatru, oczywiście za opłatą można sobie zrobić zdjęcia z wielbłądami lub z żywą imitacją gladiatora.
Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Wodospady na rzece Manavgat są bardzo fotogeniczne. Wycieczki przywożone są do dolnego wodospadu, my podjechaliśmy też do następnego, który wygląda na sztucznie utworzony, a potem jeszcze w górę, poprzez Green Lake (po drodze po prawej znowu wielki kawał akweduktu) do olbrzymiej zapory powyżej której, kiepskiej jakości drogą , za to z pięknymi widokami można dotrzeć do restauracji- przystani, gdzie można zjeść, albo popłynąć łodzią. Zapora robi ogromne wrażenie, zdjęcia nie oddają wielkości.
Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Nie muszę dodawać, że jazda samochodem umożliwia zatrzymywanie się w dowolnym miejscu gdzie mamy ochotę np. zrobić zdjęcia, albo dłużej czemuś się przyjrzeć. Ostatnim punktem wycieczki było Side. Dotarliśmy tam tuż przed zachodem słońca. Współczesne sklepy, hotele restauracje dosłownie wkleiły się w starożytne greckie, rzymskie i bizantyjskie zabytki. W Side znajduje się wiele zabytkowych obiektów, nawet droga do miasta biegnie dosłownie poprzez ruiny teatru, agory, dawnych murów miejskich. Szczególnie pięknie prezentują się pozostałości Świątyni Apollina w czasie zachodu słońca. Z hotelu wyjechaliśmy o 8 rano, wróciliśmy po 20-tej, zmęczeni, ale pełni wrażeń. Znacznie to ciekawsze niż korzystanie z atrakcji najbardziej wypasionego hotelu. Przeprowadzka do Beldibi i wycieczka do Chimery W niedziele miała nastąpić zmiana hotelu. Na szczęście z wynajętym samochodem nie byliśmy zdani na wszystkie procedury przemeldowania. Bez szczególnego pośpiechu, po śniadaniu zdaliśmy pokój i powoli przemieszczaliśmy się w kierunku Kemer. Drugi hotel, Grand Ring, znajdował się na zachód od Antalyi w miejscowości Beldibi. Po drodze jeszcze raz zatrzymaliśmy się w Antalyi, żeby dokładniej zobaczyć Stare Miasto. Tym razem przeszliśmy od strony parku, jeszcze raz zaliczyliśmy punkty widokowe i uliczki miasta. Starczyło czasu nawet na pogawędkę z właścicielem kilku-pokoleniowego sklepu z dywanami. Dywany przepiękne, szczególnie te z jedwabiu. Do hotelu dojechaliśmy akurat w momencie kiedy skończyło się zamieszanie z zakwaterowaniem grupy. Ponieważ przydzielono nam pokój od strony głównej trasy Antalya- Kemer, ze względu na hałas poprosiliśmy o zmianę. Czas przygotowania pokoju spędziliśmy na basenie i był to nasz jedyny, dłuższy (poza posiłkami) pobyt na terenie hotelu. Po zakwaterowaniu w pokoju z widokiem na góry pojechaliśmy na małą wycieczkę . Tym razem pojechało z nami dwoje sympatycznych wycieczkowiczów. Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Najpierw do miejscowości Cirali, skąd wspina się na górę, gdzie ze szczelin skalnych wydobywają się płomienie. Miejsce to nazywa się Chimera od nazwy mitycznej bestii, która własnie tu została zgładzona przez Belerofonta. Bestia za życia ziała ogniem i po śmierci nadal to robi. Zjawisko niesamowite. Tu autokary nie docierają, miejsce jest dostępne ewentualnie dla uczestników wycieczek Jeepami. Odwiedziliśmy też sąsiednią miejscowość Olympos z przepiękną plażą oraz ruinami tak zatopionymi w roślinności, że łatwo można się pogubić. Z powodu tejże roślinności, miejsce to jest także rezerwatem przyrody. Po kolacji wybraliśmy się jeszcze na spacerek i zwiedzanie okolicznych sklepów pamiątkowych. Jazda na północ - Myra, Kekova, Demre Tym razem Mira (Myra) czyli najokazalsze zabytki licyjskiej architektury nagrobnej (grobowce skalne), kościół św. Mikołaja oraz rejs w czasie którego oglądaliśmy wyspę Kekova z ruinami zatopionego miasta, Simenę z murami osmańskiej twierdzy dostępną tylko drogą morską oraz jaskinię piratów. Dojeżdżając do parkingu przed grobowcami zatrzymał nas właściciel Cafe & Otopark niejaki Birdal Karagul oferując bezpłatny parking w cieniu pod drobnym warunkiem, że po zwiedzaniu wypijemy u niego kawę. Skorzystaliśmy z parkingu, ale na początek zainteresowała nas oferta rejsu łodzią. Zwłaszcza, że o tej porze w Mirze kotłowały się tłumy autokarowych turystów.
Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Praktycznie bez targowania wynajęliśmy łódź, żeby najpierw zrealizować drugą część planu. Łódź była własnością Yusufa brata Birdala. W ofercie Boat Tour było wszystko co oferują biura, z tym, że łódź była tylko nasza. Pojechaliśmy więc za Yusufem do portu, załadowaliśmy się na pokład i w drogę. Rejs trwał ponad trzy godziny, ale gdyby nie spieszyło się nam do grobowców mógłby trwać dłużej. Łódź nieduża, z miejscami do leżenia, kapitan dodatkowo był przewodnikiem. Pokazywał palcem na co trzeba zwrócić uwagę, co ciekawego na brzegu, gdzie pod wodą pozostałości domów, portu, gdzie na dnie amfory. Aha, łódź miała szklane dno z możliwością obserwacji tego co pod spodem. Tyle tylko, że szklane dno miało wymiar 30x30 cm:)) Czyli małe okienko na świat podwodny. Kapitan mówił, w którym momencie mamy zaglądać, aby coś ciekawego zobaczyć. Pewnie mają jakieś tajemnicze znaki na skałach. Rzeczywiście ciekawe pozostałości miasta; schody, resztki domów, łaźni i innych ciekawych pozostałości licyjskiej cywilizacji. Co ciekawe, podobno w sezonie bywa, że i około 50 łodzi stoi w kolejce, aby obejrzeć grobowiec, czy jaskinię. My oglądaliśmy zupełnie bez tłoku. Starożytna Simena, dzisiaj Kale, czyli to miejsce gdzie nie da się dotrzeć samochodem, to wyjątkowo fotogeniczne miejsce. Niewielki port, restauracje, górujące na szczycie mury i rozrzucone wzdłuż wybrzeża grobowce. Nasz kapitan proponował zatrzymanie się w porcie na pływanie i ewentualny posiłek, ale tym razem nie skorzystaliśmy. W drodze powrotnej wpłynęliśmy jeszcze do jaskini piratów. Kapitan twierdził, że latem, jak jest bardzo gorąco, to przypływa tu sobie, żeby przenocować w chłodzie. Całkiem sympatyczny rejsik, ta przyjemność kosztowała nas 80 USD. Uważam, że warto było, aczkolwiek myślę, że można było coś jeszcze wytargować. Po sezonie w porcie takich łódek stoi całkiem sporo i raczej nie mają wielu chętnych, bo fakultety pakowane są na większe jednostki, a indywidualnych turystów jak na lekarstwo. Po zakończeniu rejsu udaliśmy się na zwiedzanie Miry. Na szczęście większość autokarów zdążyła już odjechać. Nekropolia, teatr, agora i dawny fort, wszystko można obejrzeć spokojnie w godzinę. Wycieczki autokarowe robią to znacznie szybciej. A Szymon jak zwykle właził tam gdzie nie wolno, czyli wspiął się po skałach, żeby zajrzeć do wnętrza grobowca. Czujnie obserwowałam akcję na z góry upatrzonej, wygodnej pozycji. Po trudach rejsowo- wspinaczkowych skorzystaliśmy z zaproszenia naszego przyjaciela i wypiliśmy kawę w jego lokalu. Okazało się, że oprócz brata z łodzią ma jeszcze kuzyna z kempingiem, na który też serdecznie zapraszał. Adres strony to: www.andriake.com Strona działa, cena kempingu bardzo przystępna, natomiast, co niektóre zdjęcia mało marketingowe. Jak będziemy autkiem w okolicy, to z pewnością sprawdzimy stan faktyczny. Wracając zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Kemer na drobne zakupy. Kemer przez Turków zwane jest małą Moskwą... hmmm... coś w tym jest. Antalya po swojemu i fajne plażowanie.
Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer
Po bazarze był jeszcze jeden Shopping Center, ale po obejrzeniu kilku metek jasne było, że ten sklep trzeba jak najszybciej opuścić. Po zakupach potrzebny był nam drobny odpoczynek. Postanowiliśmy pojechać na zauważoną po drodze plażę. Z drogi wyglądało, że po przeciwnej stronie, od małego miejsca parkingowego, jest jakieś zejście. Zejście okazało się całkiem sporą jaskinią za to kończyło się wielką czarną dziurą. Przeszliśmy więc na drugą stronę jezdni i zaczęliśmy schodzić po skałach klifu w dół. Po chwili okazało się, że przy naszej plaży parkuje statek z turystami z Rosji. Na szczęście zanim zeszliśmy z góry, zdążyli odpracować rozrywki w postaci przeciągania liny i poszukiwania skarbu piratów, jeszcze chwilę pokotłowali się z aparatami i sobie odpłynęli. Plaża została pusta. Wprawdzie kamienista, za to długa i urokliwa. Pobyliśmy tam sobie trochę, a potem trzeba było znowu wspinać się pod górę. W drodze powrotnej do hotelu zahaczyliśmy jeszcze raz o Kemer, gdzie wydałam ostatnią kasę w sklepie z biżuterią. Można było uznać zakupy za udane. Po kolacji oddaliśmy samochód. Pan z wypożyczalni był bardzo punktualnie. No i pakowanie, trochę trzeba było się pomęczyć, żeby zmieścić w walizkach to co przybyło, ale jakoś się udało. Spanie krótkie, bo tylko do trzeciej. Kilka porad
2.Nie kupować w sklepach gdzie dowożą nas autokary i na wejściu rozdają numerki. Ceny są wysokie, specjalnie dla turystów, nawet jeśli na metkach jest 50% przeceny to i tak jest drogo. 3.Omijać miejsca gdzie kupują turyści z Rosji. Ceny są bardzo wysokie, a sprzedawcy nie mają ochoty się targować. 4.Zastanowić się przed przystąpieniem do targowania jaką ewentualnie cenę jesteśmy w stanie zapłacić i zaczynać od zdecydowanie niższej, nawet jeśli mocno odbiega od zaproponowanej wcześniej przez sprzedawcę np. połowę nominalnej w euro ale w lirach (co wynosi 1/4 nominalnej). Łatwiej się negocjuje, jeśli w jednym sklepie kupujemy kilka rzeczy. Jeśli sprzedawcy nie pasuje nasza cena wychodzimy ze sklepu, często w tym momencie okazuje się, że jednak jest akceptowalna. 5.Miejmy świadomość, że kupujemy podróbki, nawet gdyby sprzedawca zarzekał się że torebka jest z prawdziwej skóry i inne zdanie go obraża. 6.Nie targować się jeśli nie mamy zamiaru dokonać zakupu. Jeśli zaproponujemy jakąś cenę za towar i sprzedawca ją zaakceptuje, to nieładnie wycofywać się z transakcji. 7.Dobre zakupy są czasochłonne. Pomijając czas poświęcony na znalezienie właściwego miejsca, wynegocjowanie dobrej ceny zajmuje sporo czasu. 8.Może warto też przed wyjazdem zastanowić się, co chcielibyśmy kupić i popatrzeć jakie są ceny u nas. Albo na miejscu sprawdzić w internecie. Dzięki temu nie kupiłam Pandory, u nas ceny porównywalne, a nawet niższe. 9. Warto się usamodzielnić od fakultetów i pojeździć na własną rękę. Nie jest to wcale bardziej niebezpieczne niż w Grecji czy Hiszpanii a można zobaczyć miejsca dokąd autobusy nie dojadą. 10. Warto skorzystać z ofert takich ludzi jak Birdal czy jego brat Yusuf. To goście, którzy "nie zasługują" na zainteresowanie wielkich biur podróży wożących ludzi autokarami ale potrafią oni zaoferować co najmniej to samo. Im, prowadzącym rodzinne biznesy, bardziej potrzebne są nasze pieniądze niż bambrom mającym układy z ministerstwem turystyki. Gdybyście mieli odwiedzić Myrę to polecam zatrzymać się u Birdala, wypić u niego kawke lub browara, popłynąć na zwiedzanie Kekowej z jego bratem Yusufem. Możecie się umówić wcześniej - telefon do Birdala to +90 531 725 60 95; e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Komentarze (2) |
| Zmieniony: Niedziela, 17 Październik 2010 18:43 |




