Peloponez – półwysep Mani

Chciałam zobaczyć Grecję inną, niż oferują to biura podróży. Chciałam zobaczyć Grecję inną niż Riviera Olimpijska, czyli miejsce inne niż turyści udający, że Grecję widzieli. Przeczytałam w przewodniku: „Mani: kraina greckich twardzieli” i wiedziałam, że trzeba koniecznie to zobaczyć!! I nie było rozczarowania. Półwysep jakby oddzielony od reszty Peloponezu i też całkiem inny. Gorąco, sucho i pięknie. Roślinności niewiele, warunki życia raczej trudne. Turyści przywiezieni autokarami zwiedzają tylko jaskinie Pirgos Dirou (opisane w osobnym artykule) i raczej nic poza tym. A miejsce robi naprawdę niesamowite wrażenie.

Symbol Mani to wyjątkowe i niespotykane w innych rejonach Grecji wieże mieszkalne. W Vathii jest ich 35, najciekawsze mamy na zdjęciach. Prawdopodobnie pochodzą od starożytnych Spartan. Wieże te wznosili arystokraci rywalizujących ze sobą klanów i toczyli między sobą wojny… nie bardzo wiadomo o co (a jak nie wiadomo o co to pewnie o kasę albo o kobietę:)). Wieże wznoszone były nawet na wysokość pięciu pięter, co dla budowli greckich jest raczej ewenementem. Walczyli tak długo, aż się wytłukli na amen albo druga strona za podszeptem instynktu samozachowawczego poddała się. ..Vathia jest niesamowicie malownicza.

Można obejść całość zabudowań nie spotkawszy żywego ducha. O minimalnym zamieszkaniu świadczą jedynie dwa zaparkowane samochody. I nie widziałam, żeby zatrzymał się tam autokar z wycieczką fakultatywną, a naprawdę warto spędzić tam chociaż dwie godziny. Swoją drogą ciekawe jak często dociera tam listonosz… i czy w ogóle ma po co tam docierać. Zabudowania robią wrażenie uśpionych w oczekiwaniu na kolejnego wroga, którego trzeba ostrzelać z jeszcze zachowanych wież. Niesamowite wrażenie zaklętej w kamieniu historii lokalnych waśni łagodzą widoki ze wzgórza.

U podnóża znajdziecie przepiękne zatoczki (całkowicie puste) gdzie fale przetaczają tony otoczaków. Białe kamienie tworzą „plażę” całkowicie nie sprzyjającą leżakowaniu i dodatkowo przy każdym uderzeniu fal strasznie hałasują. Może nie sprzyjają romantycznym wyznaniom, jak mogłyby się kojarzyć odludne miejsca tego typu (szeptanie do ucha jest raczej zupełnie niesłyszalne) za to wrażenia wizualne są niesamowite.

Plaża pokryta białymi kamieniami, które fale mielą z każdym przypływem. Skałki zwisające nad spienioną wodą. Groty, do których chciałoby się zajrzeć, gdyby tylko dostęp do nich był łatwiejszy. Sama Vathia to miejsce warte poświęcenia przynajmniej połowy dnia. Całkiem przyjemny może być posiłek na skałkach w zatoczce jeśli zabieżemy ze sobą koszyk z wyposażeniem:)) Warto przejechać na kolejne wzgórze, żeby zrobić zdjęcia wieżom z odpowiedniej perspektywy. Wracając o zmroku można liczyć na wspaniały kolorystycznie zachód słońca. Mani wywiera szczególne wrażenie. Poza Meteorami,. które można podziwiać długo i Monemvasią, której z powodu deszczu nie udało mi się zobaczyć to chyba miejsce gdzie chciałabym jeszcze raz pojechać. Poza aparatem „dozdjęciowym”pewnie zabrałabym zestaw obowiązkowy: winogronka, szampan (ewentualnie dobre wino), dwa kieliszki, przekaski według upodobania, i coś, żeby nie bylo twardo do siedzenia, i małe światełka:)) Rewelacyjne miejsce jeśli nie lubicie dookoła tłumu turystów i jest obustronne zainteresowanie spędzeniem wieczoru innego niż zwykle:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.