| Egipt według grekomaniaka |
|
| Wpisany przez Malgosia-t-13 |
| Poniedziałek, 11 Październik 2010 13:43 |
Egipt wg grekomaniaka – po raz pierwszy i pierwszy z BP. Maj 2010.
Idealne miejsce na wakacyjny wypoczynek to dla mnie Grecja; własnym samochodem, we własnym tempie, bez wcześniejszych rezerwacji, gdzie mnie oczy poniosą... Ale do Egiptu trzeba było inaczej. Założyłam, że ma to być wyjazd umożliwiający zwiedzenie najważniejszych zabytków i podglądanie życia tambylców. A więc nie pobyt za płotem 5-gwiazdkowego resortu z opcją all, tylko rejs po Nilu i hotel z możliwością wyjścia do ichniej osady. Wybrałam Egipt w przekroju z Alfa Star 4* z pobytem w Hurgadzie. Jako, że boje się latać-decyzja o wpłaceniu zaliczki (koniec stycznia) okupiona była kilkoma bezsennymi nocami, a katastrofa w Smoleńsku i chmura pyłu dopełniły całości. Okazało się jednak, że przewoźnik Air Cairo to nie najgorsza firma; maszyna wyglądała solidnie, a pilot, jak ktoś trafnie napisał, lądował z pewną gracją. Tak więc sam przelot oceniam na plus. Oferta Alfy prawie o połowę tańsza niż porównywalna np. TUI. Uznałam, że warto zaryzykować i ewent. różnicę wydać we własnym zakresie. Może gdybym znała późniejsze opinie n/t zachowania biura po wybuchu wulkanu wybrałabym inaczej, ale klamka zapadła. Wylatywałam z Wrocławia w piątek o 14.15 (początkowo o 20.30). Rejs zaczął się od poniedziałku chociaż Alfa zaznaczała, że od poniedziałku tylko w przypadku wylotów sobotnich. Tak więc część pobytowa została podzielona. Pierwszy dzień pobytu, ze względu na zaplanowane spotkanie z rezydentem, sprowadził się do penetrowania najbliższej okolicy i plaży hotelowej. Nie dopłacając trafiliśmy do Romy. Czasy świetności tego hotelu dawno minęły, trudno znaleźć rzecz całą i nie uszkodzoną-od płytek w łazience zaczynając a na wyszczerbionych kubkach w jadalni kończąc. Ale łóżka były wygodne, klima działała a chłopcy sprzątali codziennie. Jedzenie teoretycznie w dużym wyborze ale powtarzające się paćki zupełnie bez smaku; najeść się można ale przyjemności z tego żadnej. Podobne potrawy w trochę większej ilości były na 5* statku. Najbardziej dziwił mnie brak przyzwoitych owoców. Niedojrzałe, niesmaczne bananki, arbuzy i melony, kwaśne pomarańcze, jabłka i brzoskwinie jak dziko rosnące przy polskiej drodze. Dobre były tylko daktyle. Zaletą hotelu było dla mnie położenie w centrm Sakali, nie musieliśmy dojeżdżać żeby podziwiać miejscowy folklor. I tu pierwsza lekcja uczestnika wyjazdu zorganizowanego: rezydent to osoba, której zadaniem jest sprzedanie wycieczek fakultatywnych (a także innych rzeczy, np. chętnie by pośredniczył w sprzedaży mieszkania w Hurgadzie). Mimo wstępnych deklaracji nie odpowiada na sms. Właściwie mogłoby go nie być, nie jest do niczego potrzebny. Uzbrojona w wiedzę forumową spokojnie słuchałam o niebezpieczeństwach wynikających z kupowania wycieczek w lokalnych biurach. Żeby nie zmarnować kolejnego dnia wysłałam sms-ka do Soni Czarneckiej z pytaniem o Giftun i snurkowanie. Poszło sprawnie, po kilkunastu minutach byliśmy umówieni na wycieczkę za 25$,czyli taniej o 10$/os niż w biurze. Busik zabrał nas spod hotelu i zawiózł do portu, gdzie dostaliśmy maski i płetwy. Dwa razy po pół godz. oglądaliśmy rafy, potem obiad i godzina na plaży. Ludzi mnóstwo ale to jedno z niewielu miejsc, o którym mogę powiedzić piękne-szmaragdowa czysta woda, biały piasek i wspaniały świat podwodny. Tą samą wycieczkę powtórzyliśmy jeszcze raz po powrocie z rejsu. Rejs po Nilu to niezaprzeczalnie największa atrakcja całego wyjazdu. Trafiliśmy na przyzwoity statek Nil Quest; kabina wielkości pokoju hotelowego z lodówką, wanna z hydromasażem, czysto, a co najważniejsze-duże otwierane okno-siedząc z drinkiem we własnym fotelu można było oglądać brzeg. Przewodnik Hany miał dużą wiedzę, był pomocny, organizował wszystko bardzo sprawnie, dobrze mówił po polsku. A, że po tygodniowym kontakcie z nim mieliśmy szansę zostać muzułmaninami, że prowadził nas do „najlepszych” sklepów z alabastrem, perfumami, papirusem, przyprawami-to moja druga lekcja; bardzo wskazane zachowanie asertywne. Zwiedziliśmy wszystko co było zaplanowane, dodatkowo Abu Simbel z przewodnikiem (70$) i we własnym zakresie świątynię w Luksorze (50 funtów). Wioska nubijska (25 $) to kicz dla turystów, ale warto ze względu na możliwość podziwiania przyrody żywej i martwej w rejonie pierwszej katarakty. Na obiecaną kąpiel w Nilu nie starczyło czasu bo ważniejsze były zakupy na miejscowym straganie. Te wycieczki kupowaliśmy u przewodnika. Z przejechanych miasteczek najbardziej podobał się nam Asuan. Kair to paskudne miejsce. Nie mówię tu o zabytkach, które są poza konkurencją, ani nie oceniam hoteli, bo dobry lub zły hotel można postawić w każdym miejscu. Ładne są tylko te naturalne okolice, których nie dotknęła ręka współczesnego Egipcjanina. Reszta to trudny do wyobrażenia brud i góry śmieci, a wszystko w kraju, gdzie najważniejsza jest rytualna czystość-obmywanie 5x dziennie i walenie głową o glebę. Wzdłuż drogi do piramid, którą jadą miliony turystów, wykopano kanał dostarczający im wody-służy jako wysypisko śmieci-wraki pojazdów, padłe, rozkładające się zwierzęta i fetor nie do opisania. Tam gdzie nie ma kanału góry śmieci przewyższają zabudowania. Zwiedziliśmy też port rybacki i targ rybny w Hurgadzie; takiego syfu i smrodu nie było nawet w Albanii. Sprzątanie sklepików przy głównej ulicy polega na kopnięciu śmieci pod stojące przy krawężniku samochody. A sprzątanie stateczków wycieczkowych po rejsie to opróżnienie toalety do wody, parę metrów od pomostu przy którym jest hotelowa plaża! Nie zmyślam, wszystko widziałam i mam dokumentację fotograficzną. Bardzo uciążliwa jest nachalność sprzedawców, ale z tym sobie można poradzić. Ponieważ mają przygotowane teksty o żonie z Polski, Małyszu itd. wystarczyło powiedzieć, że jestem z Dżibuti i facet zostawał z rozdziawioną buzią bo do tego nie miał opracowanej wypowiedzi. Jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa. Początkowo zastanawiałam się po co tak dużo policji turystycznej. Ale pod piramidami przekonałam się, że za 1$ można chyba dostać nóż w plecy Targowanie i bakszysz w stosunku do turystów to tylko przykrywka do nieuczciwości, pazerności i wyłudzania pieniędzy. Chociaż przyznaję, że poza szlakami dla turystów zdarzali się uczciwi sprzedawcy i miejsca z normalnymi cenami. Np. ceny świeżych soków. W hotelu i na statku 10 funtów, na plaży hotelowej 15, a w lokalnej knajpce 3 funty z limonki, mango, melona, pomarańczy. Z trzciny cukrowej 1 funt za 0,5l. Jedną noc w Kairze nocowaliśmy w Old Cataract. Narysowali sobie 5* ale na tyle zasługuje tylko ogród i duży basen. Moja rada-na pociąg do Kairu trzeba wykupić bilet sypialny, chyba że ktoś lubi sporty ekstremalne. Mimo, że wagon obskurny, pościel była czysta a posłanie wygodne, co ważne po całym dniu biegania po mieście przy 40 st. upale. Dali też śniadanie i kolację; podróż trwała prawie 14 godz. Podsumowując-cieszę się bardzo, że zrealizowałam tę podróż. Ale raz wystarczy, nie jestem archeologiem ani historykiem. Rozumiem tych, którzy nurkują i dlatego wracają. Wypoczynek do wyboru : w ekskluzywnym hotelowym gettcie albo na śmietniku to nie dla mnie. Bardziej cenię wolność, możliwość przemieszczania się, wyszukiwania uroczych zakątków do których chce się wracać, zapach tymianku, biesiady przy dźwięku cykad...Czyli wracam do Grecji. Egiptu wystarczy. Komentarze (0) |
| Zmieniony: Środa, 10 Listopad 2010 14:56 |


