Home Relacje znajomych Chorwacja Adriatyk i ja

Tagi

Adriatyk i ja PDF Drukuj
Wpisany przez Rysiek   
Poniedziałek, 08 Marzec 2010 15:45
Spis treści
Adriatyk i ja
Przygotowania
Rejs
Rejs cd..
Rejs cd..cd :)
Wszystkie strony

           Chorwację zobaczyłem po raz pierwszy w październiku 2005 roku. Spędziliśmy z żoną tydzień w Dubrowniku mieszkając w „apartamencie”, z którego rozciągał się widok na Stary Port i mury starego miasta. Z tarasu miałem wgląd na redę i kotwiczące tam wycieczkowce oraz jachty. Był październik i pogoda lepsza niż w Polsce w lipcu. Wycieczkowce jak to wycieczkowce – hotele z napędem... ale jachty – strasznie mnie do nich ciągnęło.

Jak zostałem Voditielem Brodice

           Patent sternika jachtowego zrobiłem w Akademickim Klubie Żeglarskim w Łodzi w 1974 roku. Pływałem po Mazurach na Carinach i Orionach z żoną i znajomymi, ale marzyło mi się morze (najlepiej ciepłe).

           Trzydzieści cztery lata później, w 2008 roku znajomy zaproponował nam (żonie i mnie) rejs Sasanką (mieczowa łódka o długości 7,3 metra) po Adriatyku. Żeglowaliśmy ze Splitu przez Korczulę, Kornaty do Zadaru. To już było coś bliższego marzeniom, więc zacząłem sprawdzać możliwości zrobienia uprawnień do czarterowania jachtów i żeglowania w Chorwacji. Patent Sternika Jachtowego miałem, ale z informacji na forach internetowych wynikało, że Chorwaci nie zawsze uznają ten polski stopień.. A jakie uprawnienia na pewno honorują? Swoje, czyli Voditiela Brodice, w wolnym tłumaczeniu „skippera jachtu”.

            Na wiosnę ubiegłego (2009) roku zacząłem szukać możliwości uzyskania chorwackiego patentu. Ofert w internecie jest sporo – ja wybrałem Szkołę Żeglarstwa „Morka” z Kalisza. Wybór był trafny. Szefem „Morki” jest kapitan Piotr Lewandowski (zawód wyuczony: informatyk po Politechnice Łódzkiej). Z różnych względów zdecydowałem się w ciągu 2 dni na tygodniowy turnus od 25 kwietnia do 2 maja.

            Egzamin (tylko teoretyczny) na stopień Voditiela Brodice zdaje się po takim kursie zwykle w piątek w kapitanacie któregoś z portów chorwackich (w tym wypadku był to Zadar). W naszym wypadku okazało się, że Chorwaci w piątek (1 maja) świętują, a w czwartek nie egzaminują, więc zdajemy w środę. Na pokładzie zapanowała panika – wszyscy uczyli się na potęgę, podręczniki prawie wyrywaliśmy sobie z rąk.

            Kapitan Piotrek – szef „Morki” napisał podręcznik „Voditiel Brodice” i dołączył do niego płytę. Podręcznik zawiera całą niezbędną na egzaminie wiedzę bez dodatków i ozdobników natomiast płyta uzupełnia podręcznik o wiedzę na temat manewro- wania jachtem na silniku, instalacjach jachtowych, pracy na mapie itp. a dzięki temu, że autor jest informatykiem większość opisów jest uzupełniona animacjami. Całość jest ŚWIETNA! W trakcie kursu zrobiłem tak zwane uprawnienia ISSA – honorowane w wielu krajach. ISSA jest „zaświadczeniem kompetencji”, a wydaje je osoba uprawniona potwierdzając swoim podpisem umiejętności żeglarskie kursanta.

           Żeby nie przeciągać – zdaliśmy wszyscy, a pozostałe dni wykorzystaliśmy do trenowania manewrówki i żeglowania. Co prawda stężenie skipperów na pokładzie naszej Bavarii 34 było znacznie powyżej normy (5 skipperów na jednym jachcie to lekka przesada), ale zabawa była świetna.

            Po powrocie zacząłem się zastanawiać – mam uprawnienia, czyli mogę wynająć jacht, skompletować załogę i pożeglować SAMODZIELNIE. Ale czy potrafię?

           W internecie wiele ofert na rejsy zakończone egzaminem na Voditiela sugeruje nauczenie w tydzień żeglowania, zrobienia uprawnień i… Adriatyk Twój.

           To NIE JEST prawda. Musisz mieć wiedzę żeglarską na poziomie polskiego sternika jachtowego i jak najwięcej praktyki. Niezbędna jest też praktyczna znajomość nawigacji – w Chorwacji niby widać brzeg, ale jest mało charakterystycznych punktów – czasem brałem namiary co 15 minut i też nie byłem pewny pozycji, a trzeba pamiętać, że pod wodą czai się dużo nieprzyjemnych, przeważnie twardych rzeczy. Na tygodniowym kursie nie nauczysz się żeglowania. Manewrowania na silniku tak, ale też na zasadzie znajomości manewrów a nie umiejętności manewrowania nie mówiąc już o „wyczuciu” łódki – to przychodzi z czasem. Przez wyczucie rozumiem nie tylko wiedzę o tym ile jacht przepłynie „rozpędem” ale świadomość np. tego, że przy wietrze z boku jacht posuwa się do przodu ale też dryfuje i to dryfuje inaczej przy ruchu do przodu a inaczej przy cofaniu i trzeba to uwzględnić w trakcie podchodzenia do nabrzeża.

           Zdecydowałem, że potrafię, bo:

- „praktykuję” od ponad 30 lat,

- żeglowałem przeważnie z bardzo niewykwalifikowanymi załogami,

-  w pierwszym rejsie chorwackim prowadziłem nawigację bez GPS i nie zgubiłem się wśród wysp,

- mając w załodze jakiegoś żeglarza poradzę sobie z manewrami.  



Zmieniony: Sobota, 03 Kwiecień 2010 12:10
 
M & S, Powered by Joomla!;

\